Zachęcając Was do uważnych wyborów ze sklepowych półek, przedstawiam kolejny wątek związany z E-dodatkami (i naszymi dziećmi). Są to tym razem barwniki obecne już nie tylko w deserach, ale pojawiające się w niemal każdej kategorii produktów. Utrwalają barwę, nadają barwę, zmieniają barwę i robią jeszcze kilka innych „rzeczy”, bynajmniej nie barwnych… Obok aromatów są głównym, wizualnym elementem marketingowym, jakkolwiek nie dietetycznie to brzmi.

Obłędne poprawianie kolorów w deserach, pieczywie ( nie tylko cukierniczym), płatkach zbożowych, warzywach mrożonych i konserwowanych, nabiale, mięsie, rybach i oczywiście w napojach i sokach zwielokrotniło w naszej codziennej diecie podaż substancji  mających silne, toksyczne działanie. Zauważcie, że o ile producenci tłumaczą się z obecności rakotwórczych azotynów jako „niezbędnych” konserwantów w wyrobach masarskich o tyle zastosowanie barwników, poza chęcią zwabienia klienta, nie znajduje już jakiegokolwiek innego umotywowania.

 Wyniki badań angielskich naukowców

Sześć  barwników, tzw. „Szóstka z Southampton” uznana została za substancje, które  mogą mieć szkodliwy wpływ na aktywność i skupienie uwagi u dzieci. Potwierdziły to wyniki badań przeprowadzonych w 2007r. na Uniwersytecie w Southampton w W. Brytanii.

Toksyczne barwniki – Szóstka z Southampton” to:
Żółcień pomarańczowa (E 110),
Żółcień chinolinowa (E 104),
Azorubina/karmoizyna (E 122),
Czerwień allura (E 129),
Tartrazyna (E 102),
Pąs 4R (E 124).

Fragment interpelacji poselskiej:

„Badaniami objęto dzieci z dwóch grup wiekowych – 153 dzieci 3-letnich oraz 144 dzieci 8- i 9-letnich. Wyniki badań wykazały, że spożycie napoju zawierającego mieszaninę barwników było związane z wystąpieniem nadaktywności w obu grupach wiekowych. Zaobserwowano następujące objawy: przerywanie cudzych wypowiedzi lub gadatliwość, ˝wiercenie się˝, wzburzenie z błahej przyczyny (impulsywność), niepokój, nadpobudliwość ruchową, problemy z koncentracją. Powyższe badania były następnie analizowane przez dwie niezależne organizacje naukowe: Komitet Toksykologiczny Wielkiej Brytanii oraz Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA). Obie organizacje nie stwierdziły nieprawidłowości w przeprowadzonych badaniach.”[1].

Wyniki badań okazały się na tyle istotne, że znalazły prawne umocowanie w Rozporządzeniu Parlamentu Europejskiego Nr 1333/2008 z dnia 16.12.2008 w sprawie dodatków do żywności.

Trzy lata biurokracji (2007- 2010) przyzwalającej na trwanie uszczerbku na zdrowiu dzieci jak i pozostałych konsumentów

1. Zauważcie: wprowadzona do produktów żywnościowych toksyczna substancja wycofana została dopiero po odpowiednio długim czasie, niezbędnym do społecznego zainicjowania tematu toksyczności, jak i przeprowadzenia badań naukowych pod tym kątem. Przez cały ten czas i dzieci i dorośli konsumenci spożywali barwnikowe trucizny pokarmowe, „chronieni” stosownymi przepisami unijnymi, gwarantującymi, cytuję:

„Dodatek do żywności może być dopisany do listy E gdy:
– istnieje technologiczna konieczność jego użycia,
– nie służy on do wprowadzania w błąd konsumentów,
– udowodniono, że jego użycie nie stanowi ryzyka dla zdrowia konsumenta.

2. Nie dość tego, czas potrzebny na wydanie Rozporządzenia wycofującego truciznę z rynku wynosił niemal rok!!! (wyniki badań – 2007, Rozporządzenie – 16.12.2008).  

Ponadto ustawodawca nakazuje w Rozporządzeniu, aby w razie ich użycia w produkcie spożywczym, poczynając od lipca 2010 r., na etykietach środków spożywczych obowiązkowo umieszczać dodatkową informację: „nazwa lub numer E barwnika(-ów) –  może mieć szkodliwy wpływ na aktywność i skupienie uwagi u dzieci”

3. Wnioski:
1. Nie wykazano należytej staranności w zakresie oceny bezpieczeństwa tych barwników w momencie dopuszczenia ich do stosowania w żywności, czego dowodem są badania naukowców z Southampton,
2. Nie udowodniono braku żywnościowego ryzyka a tym samym wprowadzono konsumentów w błąd.
3. Trzy lata biurokracji (2007- 2010) przyzwalającej na trwanie uszczerbku na zdrowiu dzieci jak i pozostałych konsumentów.
Mylicie się, sądząc, że to koniec „barwnej” historii.

Oto fragment zapisu z Rozporządzenia Komisji (UE) nr 438/2013 z dnia 13 maja 2013 r.:

„Należy przywrócić stosowanie barwników spożywczych „żółcień chinolinowa” (E 104), „żółcień pomarańczowa FCF/żółcień pomarańczowa S” (E 110) oraz „pąs 4R, czerwień koszenilowa A” (E 124) w niektórych napojach alkoholowych, ponieważ ich stosowanie nie budzi obaw co do bezpieczeństwa dzieci.”

Nie jesteśmy chyba aż tak naiwni, aby sądzić, że dla osób dorosłych produkty wzbogacone którymś z sześciu toksycznych barwników są  super zdrowym pokarmem a nasz układ trawienny tylko czeka na porcję żółcieni chinolinowej albo innego barwnikowego śmiecia serwowanego choćby okazjonalnie w napojach alkoholowych. Po prostu badań na dorosłej grupie konsumentów nikt nie wykonywał.

Historia barwników z Southampton ma już swój administracyjny wiek. Jednak uznawać ją za nieaktualną, w sensie stosowania podobnych praktyk byłoby niestety pochopne. Oto kolejny przykład związany z kolejną trucizną pokarmową – silnie kancerogennymi  azotynami stosowanymi w wyrobach masarskich, rybnych i w części wyrobów mleczarskich.  Nawet została w tej kwestii wystosowana interpelacja poselska, niestety całkowicie nieskuteczna. Reakcja wysokiej rangi urzędnika państwowego odpowiadającego na interpelację (o czym więcej w kolejnym wpisie) daje do myślenia. A już na pewno wtedy, kiedy stoimy przed sklepową półką.

Wnioski? Cóż – smutne,  dla własnego, konsumenckiego użytku. Czytajcie, czytajcie, czytajcie….etykiety oczywiście -:)

Źródło:
[1]. http://sejmometr.pl/sejm_interpelacje/1850?t=3622