Jak rozpoznać dobrą szynkę, z czego składa się homogenizowana kiełbasa z surowców (!) indyczych znana konsumentom jako mortadela, co zawierają paróweczki Bobaski polecane dla najmłodszych? Czym tak naprawdę uzależniają się light kawosze  uraczający się poranną  filiżanką kawy niemal  bez kawy, czyli Mokate Capuccino i jej podobnymi produktami? Odpowiedzi na te pytania zamieścił portal Polska Gastronomia w artykule „Fałszowanie żywności”.
Z bolesnym przymrużeniem oka, autor proponuje nowe nazwy dla produktów spożywczych, adekwatne do  ich zawartości i efektów zdrowotnych jakie wywołują: Preparat sera 78%, Jogurt z mąki i cukru, Miks do smarowania Sama Chemia, Płatki Sam Cukier, Napój Na Pewną Cukrzycę, Drink Przytyj Więcej, Chipsy z akrylamidem, Płatki ADHD, Serdelki 0% mięsa Pewna Zgaga…

FAŁSZOWANIE ŻYWNOŚCI
Jak oszukują producenci żywności oraz co powinniśmy wiedzieć o etykietkach na produktach.                  
Czy wiesz, co powinno się znaleźć na etykiecie żywności?
Sprawdź na co trzeba zwrócić uwagę, by nie być później zaskoczonym zawartością opakowania.

Ze sklepowych półek codziennie kuszą nas tysiące różnych produktów spożywczych. Specjalnie dla nas – konsumentów, na każdym opakowaniu powinna znaleźć się etykieta z najistotniejszymi informacjami. Niestety większość z nas nie korzysta ze swojego prawa i w ogóle nie czyta zamieszczonych tam informacji lub sprawdza jedynie datę ważności. A naprawdę warto poczytać te informacje, sami zobaczycie z czego składają się produkty które kupujecie i potem spożywacie.

NIEUCZCIWOŚĆ PRODUCENTÓW – czyli jak oszukują producenci żywności

3

Faszerowanie zwierząt hodowlanych antybiotykami, które mogą być niebezpieczne również dla zdrowia i życia człowieka, to jedynie szczyt góry lodowej. Nieuczciwi producenci żywności często uciekają się do praktyk, które czynią ich wyroby tańszymi, a sam proces ich wytwarzania bardziej efektywnym. Szkoda tylko, że najczęściej odbywa się to kosztem zdrowia konsumentów. Problem nie dotyczy jedynie Polski. Rynek podrabianej żywności w naszym kraju jest wart 50 mld zł rocznie. Na fałszowaniu żywności można zarobić krocie. Mieszanie taniego mięsa mielonego z drogim, odtłuszczone sery i masła, soja zamiast mięsa w pasztecie, whisky z wodą, a nawet sproszkowane rybie odpadki i kurkuma udające jajka w proszku. Jesteśmy oszukiwani na każdym kroku

W Polsce najczęściej fałszuje się mięsa i wędliny. Wstrzykuje się w nie wodę, faszeruje solą, soją. Mrożone ryby pokryte są grubą glazurą, czyli po prostu zamrożoną wodą. W truskawkowym jogurcie nie ma truskawek, a w wieprzowym pasztecie – wieprzowiny.

Fałszowane są nawet jajka. Te w rozmiarze M w pudełku rosną do L, a L do XL. Jako ściółkowe sprzedawane są te z chowu klatkowego. Zaś w jajkach w proszku inspektorzy znaleźli sproszkowane rybie odpadki wymieszane z kurkumą. W serach trudno znaleźć tłuszcz z mleka. Bywa że zamiast deklarowanych 22 proc. tłuszczu jest go… zaledwie 2-5 procent.

Ostrożnie wybierać trzeba też masło. W 2012 roku Inspekcja Handlowa poinformowała, że aż co trzecia kostka jest fałszowana. I jest to ogromna poprawa, bo rok wcześniej fałszywe masło stanowiło aż 60 proc. rynku. Niemożliwe? A jednak. To popularne smarowidło fałszuje się poprzez dodanie tanich tłuszczów roślinnych. Czasem w skład podrobionego masła trafiają niestety również rakotwórcze emulgatory. Masło musi zawierać 82 proc. tłuszczu mlecznego, jeżeli jest go mniej, wówczas takie masło jest najwyżej wyrobem masłopodobnym. Tymczasem trafiają się przypadki, gdy masło zawierało aż 60 proc. tłuszczu roślinnego. Jak odróżnić prawdziwe masło od fałszywego? Przeciętny klient może mieć z tym problem, jednak wiadomo, że gdy kostka wyjęta ze sklepowej chłodziarki jest miękka, to masło zawiera dużo oleju roślinnego. Ważny jest też kolor. Prawdziwe masło jest białe. Często spotykane żółte kostki są zazwyczaj sztucznie barwione i na ich opakowaniu można doszukać się oznaczenia E160. Masło powinno mieć też mleczny zapach.

Ale nie tylko o mało maślane „masło” chodzi. W kozim mleku dość często pojawia się mleko krowie lub tłuszcz roślinny, a droga oliwa z oliwek zawiera olej roślinny. Tego typu tłuszcze są też dodawane do czekolady, gdy producenci oszczędzają na maśle kakaowym.

Herbata lub kanapka ze zdrowym miodem? No cóż, właśnie niekoniecznie zdrowym. Warto wiedzieć, że sprzedawany w naszych sklepach miód często pochodzi z Chin, gdzie pszczoły karmi się roztopionym cukrem, zamiast pozwolić im po prostu odwiedzić łąkę. Prawdziwy miód może też być mieszany z cukrem (syropem). W takiej sytuacji może bardziej zaszkodzić niż pomóc.

Ostrożnym należy też być podczas kupowania tanich parówek. Można w nich znaleźć zmielone kości i skórę oraz inne odpady – o których niekoniecznie wspomniano na etykiecie i których świadomie byśmy nie zjedli.

Często występującym elementem w składzie parówek jest tajemniczy MOM (mięso oddzielone mechanicznie) lub MMO (mięso mechanicznie odkostnione). Są to resztki mięsa pozostające po odcięciu największych części tkanki mięśniowej. To, co pozostaje (fragmenty kości, ścięgien, resztki mięsa) trafia do maszyny rozdrabniającej, która poprzez system sit oddziela kości od pozostałych tkanek. Produktem finalnym jest jednolita masa – MOM, składająca się w ok. 50% z mięsa. Resztę stanowią zmielone chrząstki i kości. MOM ulega szybkiemu zepsuciu, dlatego też producenci dodają do niego znaczne ilości konserwantów. W Polsce MOM zaczęto masowo stosować w latach 90. XX w. Jego  zaletą z punktu widzenia producenta jest niski koszt wytworzenia, dzięki któremu można znacząco obniżyć cenę produktu finalnego.

Tanie parówki oraz inne wyroby wędliniarskie cechują się dużą zawartością wody. Dzięki zastosowaniu środków naturalnych i chemicznych wiążących wodę, jej udział w składzie produktu może wynosić nawet 60-70%. W celu wytworzenia tzw. wędlin wysokowydajnych, czyli takich, których masa produktu finalnego jest znacznie większa niż masa mięsna użyta do produkcji, stosuje się różne sposoby. Jednym z nich jest nastrzykiwanie solanką. W tym celu wykorzystuje się urządzenie mechaniczne nazywane nastrzykiwarką. Składa się z wielu kilkunastocentymetrowych igieł, które zasilane są poprzez wężyki mieszaniną wody, solanki i polifosforanów. W wyniku wstrzykiwania tych substancji objętość mięsa zwiększa się nawet dwukrotnie. Dodatkowo w celu zwiększenia zdolności mięsa do absorbcji wody, stosuje się m.in. karagen (oznaczany na etykietach jako E407). Jest on wykorzystywany w przemyśle spożywczym jako środek zagęszczający, żelujący (wiąże wodę) i spęczniający. Innym sposobem na zwiększenie objętości wędlin jest dodawanie skrobi modyfikowanej, białka sojowego lub błonnika.

2

Oprócz wody, w składzie produktów mięsnych znaleźć można również emulgatory, czyli spulchniacze nadające objętość (ich działanie widać zwłaszcza w przypadku rozgotowania parówek, kiedy to ich objętość gwałtownie się zwiększa, powodując pękanie), a także znaczne ilości soli, substancje konserwujące, tłuszcz, dodatki smakowe i zapachowe. Podatność na fałszowanie nie oznacza jednak, że jako konsumenci powinniśmy się bezwzględnie skreślać parówki z listy zakupów.

Podobnie, jak w innych przypadkach, kluczem do odróżnienia produktów dobrych od złych, jest lektura etykiety. Niestety, na wielu etykietach produktów spożywczych skład podany jest tak małą czcionką, że dla wielu osób treść jest najzwyczajniej nie do odczytania. Polegają więc na tym, co zostało zapisane wielką czcionką jako nazwa handlowa wyrobu. Eksperci zajmujący się żywieniem wskazują, że za dobre parówki można uznać te, w których udział mięsa w składzie wynosi co najmniej 70%. W najlepszych może to być nawet 95%. Zdarzają się niestety również i takie, w których udział ten wynosi zaledwie kilka procent. Do produkcji najlepszych wyrobów wędliniarskich producenci zużywają więcej surowca mięsnego niż wynosi waga produktu finalnego. Przykładowo, do wyprodukowania dobrych kabanosów można zużyć 1,5-1,8 kg mięsa na kilogram gotowego wyrobu. Różnica wynika z utraty wody, która następuje w procesie suszenia.

Obok parówek, innym wyjątkowo podatnym na fałszowanie produktem są wszelkiego rodzaju konserwy mięsne i pasztety. Dobra konserwa to taka, w której ilość czystego mięsa jest na poziomie 75-95%. Chodzi tu oczywiście o mięso wysokogatunkowe, jak np. z szynki wieprzowej. Jednak w celu redukcji kosztów producenci zastępują je często mięsem oddzielonym mechanicznie i różnego rodzaju odpadami pozostającymi po rozbiorze mięsa.

Zawartość mięsa w najtańszych konserwach wynosi od kilku do kilkunastu procent, choć zdarzały się konserwy, w których inspektorzy nie znajdowali mięsa w ogóle! Co w takim razie znajduje się w puszce z konserwą mięsną, w której nie ma mięsa? Oprócz MOM-u, występują w nich: skóry drobiowe, świńskie i wołowe, wymiona, dzioby, pazury i kopyta, resztki głowizny.

Dodawana jest też żelatyna symulująca obecność naturalnej galarety i zapewniająca stałą, zwartą konsystencję, łój zwierzęcy w roli smalcu zwiększający zawartość tłuszczu, wypełniacze zwiększające objętość, jak np. skrobia modyfikowana lub białko sojowe, różnego rodzaju polepszacze i środki chemiczne utrwalające oraz nadające smak i zapach.

Jeśli chodzi o pasztety, to jedną z najbardziej kuriozalnych sytuacji przytaczanych często w mediach był przypadek producenta pasztetu z zająca. Kiedy odpowiednie służby ustaliły, że w składzie znajdowały się zaledwie śladowe ilości mięsa zajęczego, kreatywny producent postanowił zatrudnić w zakładzie technologa o nazwisku Zając, który odtąd firmował wyrób własnym nazwiskiem. Jedyne, co zmieniono, to etykieta, z której zniknęło „z”. Produkt nazwano więc „Pasztetem Zająca”.

Równie często modyfikowanym produktem jest mięso mielone. Podobnie, jak w innych przypadkach, konsumenci powinni być szczególnie wyczuleni na produkty z niższej półki. Tu oprócz mięsa znaleźć można te same składniki, co w parówkach. Podczas jednej z kontroli przeprowadzonej u producenta wytwarzającego hamburgery z mięsa wieprzowego, wykryto, że w procesie produkcyjnym 30% składu stanowiło niezadeklarowane przez wytwórcę mięso końskie.

Skutecznym sposobem na zwiększenie atrakcyjności sensorycznej przetworów mięsnych, głównie wędlin, jest zastosowanie aromatu dymu wędzarniczego. Nie jest to równoznaczne z procesem tradycyjnego wędzenia. Aromat może być dodawany w procesie produkcyjnym lub wydmuchiwany z generatora na gotowe produkty. Składnik ten skutecznie utrudnia wykrycie smaku innych dodatków znajdujących się w składzie wyrobu.

Częstym nadużyciem ze strony producenta jest wprowadzające w błąd nazewnictwo. Czym innym są bowiem parówki „z cielęciny”, a czym innym „z cielęciną”. W przypadku tych pierwszych składnikiem podstawowym powinno być mięso cielęce. Jeśli chodzi o drugie, ilość cielęciny jest bez znaczenia. Równie dobrze może to być 50%, jak i 1%. Producent deklaruje bowiem, że są one z cielęciną, nie mówiąc ile tej cielęciny w nich jest.

Z danych Inspekcji Handlowej wynika także, że pewnym nie można być już nawet piwa! Zdarza się, że do podrobionych puszek wlewana jest mieszanina wody, cukru, alkoholu i różnej chemii, w tym sproszkowanej żółci bydlęcej, która daje efekt goryczki.

Uważajmy też na ciemne pieczywo. Bo ciemne nie zawsze znaczy żytnie. Niektórzy producenci dodają do ciasta karmel, który je odpowiednio zabarwia. Takie pieczywo nie jest niestety zdrowe.

Mleko z tłuszczem roślinnym, pasztet drobiowy bez mięsa albo ser zamiast wędzenia potraktowany aromatem – takie sztuczki stosują niektórzy producenci. Dlatego trzeba dokładnie czytać etykiety.

OZNAKOWANIE – czyli co powinno znaleźć się na etykietce produktu

1

Nazwa produktu
Zazwyczaj wiemy po co sięgamy lub po co zamierzamy sięgnąć. Niby na każdym produkcie podana jest jego nazwa, jednak może się okazać, że jest myląca i wewnątrz opakowania znajdziemy inny produkt, np. pod nazwą „masło” zamiast masła sprzedawany jest mix tłuszczowy masła i margaryny czy oleju roślinnego. Zdarza się również, że nazwa sugeruje specjalne właściwości danego produktu, którego w rzeczywistości on nie posiada lub są to właściwości wszystkich produktów z tej grupy, np. „olej roślinny bez cholesterolu” – cholesterol występuje tylko w produktach pochodzenia zwierzęcego, więc żaden olej roślinny go nie zawiera.  Oczywiście producenci mają obowiązek prawidłowo oznaczyć swój asortyment, jednak wciąż zdarzają się celowe lub przypadkowe niedociągnięcia.

Nazwa producenta
Na opakowaniu musi się znaleźć nazwa producenta oraz dane kontaktowe.

Data ważności
Poza nazwą, jest to jedna z niewielu informacji na etykiecie, na którą w miarę często zwracamy uwagę. Zwłaszcza osoby, które choć raz trafiły na spleśniały ser czy lekko zielonkawą wędlinę. Na opakowaniu może być podana:
– data ważności (należy spożyć do, należy spożyć przed) – po jej upływie dany produkt nie powinien być spożywany, gdyż może zagrażać zdrowiu, termin ten najczęściej stosowany jest w odniesieniu do produktów szybko psujących się,
– data produkcji – jednocześnie musi być podana informacja, jak długo żywność jest przydatna do spożycia, przez ile dni, tygodni, miesięcy lub lat, najczęściej tę formułkę stosuje się do produktów, które można przechowywać bardzo długo,
– data minimalnej przydatności do spożycia / trwałości – do tej daty produkt zachowuje wszystkie swoje właściwości fizyczne, chemiczne i biologiczne, smakowe i zapachowe, później można go spożyć, ale np. zawartość witamin będzie znacznie mniejsza.

4

Skład
Wszystkie składniki powinny być wymienione w kolejności od występującego w największej ilości do najmniejszej. Substancje dodatkowe powinny być dodatkowo oznaczone symbolem „E” wraz z podaną funkcją, np. informacją, że jet to barwnik, konserwant czy zagęstnik. Jeśli jesteś alergikiem lub cierpisz na nietolerancje pokarmowe, czytając etykietę koniecznie sprawdź, czy nie są w nim zawarte składniki, które wywołują u Ciebie niepożądane objawy. Często się bowiem zdarza, że w żywności, po której się tego nie spodziewamy, występuje gluten czy niewielkie ilości orzeszków ziemnych, np. gluten w ketchupie albo sosie sojowym. Nie jest to spowodowane tym, że producent próbuje nas oszukać, po prostu na jednej hali produkcyjnej może powstawać kilka całkiem różnych produktów, stąd mogą pojawić się pewne zanieczyszczenia.
Zawsze musi być informacja, że producent zastosował składniki modyfikowane genetycznie (GMO) – najczęściej jest to soja.

Masa, objętość lub ilość sztuk
Dzięki tej informacji wiemy, jaką rzeczywiście ilość produktu otrzymujemy. Wielkość samego opakowania może być bowiem myląca, np. niejednokrotnie w dużej bombonierce znajduje się zaledwie kilka czekoladek.

Numer partii
Dzięki niemu, w przypadku np. wad produkcyjnych, możliwe jest zidentyfikowanie wszystkich produktów pochodzących z tej samej partii, czyli wytworzonych ze składników dostarczonych z jednego źródła i zapakowanych w tych samych warunkach, tego samego dnia.

Sposób przechowywania i przygotowania
Taka informacja powinna obejmować warunki przechowywania (temperaturę, nasłonecznienie, wilgotność) oraz czas gotowania, pieczenia czy smażenia, a także powiadamiać o ewentualnej konieczności dodania innych składników, np. przypraw, wody, mleka.

Informacje dodatkowe
Dodatkowo na etykietce powinny być umieszczone informacje dotyczące wartości odżywczej, najczęściej wartości kalorycznej oraz ilości białka, tłuszczu i węglowodanów, jak również niektórych witamin i składników mineralnych. Zwróć uwagę, czy podane wartości dotyczą całego produktu czy jedynie 100 jego gramów.

7

Życzę udanych zakupów i polecam lekturę etykiet! Naprawdę warto!!!

Źródło: http://polskagastronomia.com/index.php/ciekawostki-kulinarne/148-falszowanie-zywnosci