Sztuk 🙂 mamy na księgarskim rynku pod dostatkiem. Sztuka prostoty Dominique Loreau, Sztuka kochania Michaliny Wisłockiej, Sztuka miłości Alana Loy McGinnis, Sztuka perswazji Andrzeja Batko. Co znamienne, pomimo wysypu książek o dietach, brakuje Sztuki jedzenia albo Sztuki zdrowego jedzenia 🙂 Choć, można uznać, że brakuje pozornie, bo przecież każda książka kulinarna określoną Sztukę prezentuje 🙂 I jak to z książkami, i ze Sztukami 🙂 bywa – każdy ma możliwość znaleźć taką, która go usatysfakcjonuje. Nasza trylogia* jest jedną z ofert. Oto ona!

„Kuchnia polska bez pszenicy. Ponad 300 sprawdzonych domowych przepisów”Święta bez pszenicy Marta Szloser Wanda Gąsiorowska, Bukowy Las

bez-pszenicy-na-kazda-okazje„Bez pszenicy na każdą okazję”, której premiera odbyła się 26 października b.r. to trzecia z książek, składająca się na tematyczną serię o zdrowym odżywianiu. Zamyka zbiór informacji, porad i przepisów, które z życzeniami zdrowia i radości w działaniu poszły w świat 🙂 Opis książki znajdziecie tutaj kulinarnaczytelnia. Ja zaś, tytułem podsumowania, postanowiłam nieco rozpisać się o tym co dla mnie ważnego działo się w czasie pracy nad książkami, nieco powspominać i całym sercem podziękować. A mam komu 🙂

Trochę czarów
Z perspektywy niemal trzech lat pracy nad książkami, autorski przekaz zaczęłam postrzegać szerzej i z większym zrozumieniem niż na pisarskim starcie. Wkroczyła metafizyka, ale w moim świecie jest i dla niej miejsce 🙂 Oczywiście, uznaję, że to co „nienamacalne” ma swoich zwolenników i przeciwników dlatego treść niniejszego akapitu dedykuję głównie tym pierwszym. Tak więc, według mego intuicyjnego wglądu, na relację książka – czytelnik składa się nie tylko jej strona teoretyczno – praktyczna ale też związany z nią ładunek emocjonalny. Przy czym tworzą go obie obie strony – i autor i czytelnik. Emocje autora, zawarte między wierszami książki są dopełniane przez emocje Czytelnika, które pojawiają się na etapie wyboru książki oraz w czasie wdrażania zawartych w niej idei w życie. Można tą szczególną relację nazywać różnie: odbiornik – nadajnik, podobne do podobnego, uczeń – nauczyciel (każda z opcji działa obustronnie). Jakiego z określeń by nie użyć – dla zwolenników takiego światopoglądu jest oczywiste, że na linii autor/książka – czytelnik, obustronny sukces wyraża zasada: jaką jakość dajesz taką otrzymujesz zwrotnie:) Podsumowując – w czasie pracy nad książkami utwierdziłam się, że ma dla mnie sens pisanie z potrzeby serca, w zgodzie z własnymi przekonaniami, pisanie bez naginania się do obcych mi oczekiwań czy rynkowej mody. I tego zamierzam się trzymać w mojej kolejnej , już przygotowywanej publikacji.

Co nami rządzi
Skoro o emocjach*** mowa, pragnę podzielić się poczynionymi przeze mnie obserwacjami ale już nie natury metafizycznej 🙂 W czasie prac nad książkami obserwowałam i doświadczałam jak na propagowane w nich idee zdrowego odżywiania reaguje moja rodzina, przyjaciele, bliscy oraz inne osoby, z którymi wchodziłam w „żywieniowe” relacje. Było różnorodnie 🙂

To właśnie emocje w ogromnej większości decydowały o dokonywanych żywieniowych wyborach, tych racjonalnych i tych nieracjonalnych. Były decydujące nawet u osób „skazanych” na zdrowe żywienie z powodu zdiagnozowanej choroby. Emocjonalny wachlarz, przekładany na adekwatne zachowania był ogromny: odwaga, złość, gniew, smutek, miłość, radość, poświęcenie, ciekawość .

Emocje potrafiły zmotywować moich znajomych do działania; rewolucjonizowały ich kuchnie a w konsekwencji likwidowały zdrowotne niedomagania; łączyły w działaniu; uszczęśliwiały efektami i podnosiły wiarę w siebie; prowokowały do dyskusji i szukania odpowiedzi w pracach poglądowych; skłaniały do wyciągania wniosków. Bywało, że zniechęcały, bo do przeprowadzenia zmian konieczny byłby wysiłek własny; z powodu różnic w poglądach skłócały rodzinę lub wpędzały inicjatora zdrowego żywienia w decyzyjną apatię; u jedzeniowych „śmieciuchów” wywoływały poczucie winy przy czym część z nich uczciwie deklarowała wdrażanie zdrowego odżywiania w życie a część otwarcie wyrażała niechęć do pracy nad sobą i własną kuchnią; budziły rozgoryczenie i zwątpienie z racji ciemnej strony „polityki” żywieniowej.

Emocje prowokowały słomiany zapał; również swojską, polską hipokryzję: jedno mówię – drugie robię. Były przyczyną słownej, agresywnej negacji, najpewniej mającej wiele wspólnego z lękiem przed „innością” odżywiania, perspektywą nauki i zmiany przyzwyczajeń. I oczywiście, prowokowały wynurzenie, tak znamienne dla jadających śmieciowo – przecież na coś trzeba umrzeć (wyznawcy owego hasła zdają się nie kojarzyć jakości życia w wieku podeszłym z długofalową jakością odżywiania).

Bardzo cieszy albo boli własne, emocjonalne podwórko. Czas pisania książek okazał się dla mnie i bliskich mi osób pouczającym doświadczeniem. W coraz większym stopniu udaje mi się akceptować trudną prawdę – nie każda z tych osób, czy to z rodziny czy spośród przyjaciół, jest w stanie zrozumieć i zaakceptować potrzebę zdrowego odżywiania. Bywa, że poglądy które w tej dziedzinie prezentuję i które przekładam na stronę praktyczną – czyli zawartość książek i talerza:) nie znajdują zrozumienia. Zamiast „z tym” walczyć – staram się uszanować. Takie działanie staje się u mnie już niemal rutynowe. Mniej boli, kiedy pamiętam, że każdy ma prawo do własnych wyborów , że każdy uczy się we własnym tempie, że moja prawda nie zawsze jest czyjąś prawdą. Oczywiście, ogromną radością jest sytuacja odwrotna a ja mam szczęście doświadczać jej po części i we własnej rodzinie i pośród przyjaciół.

Wiedz, że warto wiedzieć 🙂
Z satysfakcją zauważam, że zdrowe odżywianie staje się coraz powszechniejsze, powoli wychodzimy z roli biernych zjadaczy wszystkiego, co zalega sklepowe półki, szukamy wyjaśnień, nie stronimy od teorii. Ten ostatni aspekt cieszy mnie ogromnie, również z racji własnego podejścia. Bo niezależnie od indywidualnych chęci lub niechęci do zgłębiania wiedzy na temat odżywiania nie sposób zaprzeczyć, że wartościowa teoria wpływa na inicjowanie i trwałość żywieniowych zmian. Dlatego warto ją polecać! Właśnie bogaci w informacje, nie mamy już możliwości np. powrotu do cukru czy glutenu, ot tak, bez świadomości co do idących za tym zdrowotnych konsekwencji. Rozumiemy co sobie wyrządzamy, wiemy po co i dlaczego wcześniej wprowadzaliśmy nowy styl żywienia. Zdrowa kuchnia, wprowadzona tylko jako wyraz naśladowania czyichś poczynań  lub np. pójścia za kulinarną modą, nie będzie tak trwała, jak kuchnia budowana na solidnej teorii.

To już są wspomnienia?!
Jakie zdarzenia będę długo wspominać i łączyć z pracą nad książkami?

Związana z jakością żywienia postawa na „nie”, która zaskoczyła mnie najbardziej (a z czasem okazało się, że nie jest rzadkością) została baardzo emocjonalnie wyrażona słowami: ale ja nie chcę wiedzieć!!!

Z kolei podejście na „tak”, które ogromnie mnie ujęło, to szczere wyznanie, pełne zaufania do idei zdrowego żywienia, do wiary we własne siły… i do mnie 🙂 Zabrzmiało jak balsam: potrzebuję wparcia:) Tym cenniejsze, że padło z ust osoby, od której tego się nie spodziewałam.

Z pierwszą wydaną książką – Kuchnią polską bez pszenicy – łączy się też moje wspomnienie spotkania z rodzicami wejherowskich przedszkolaków**. I radosne, i smutne… Bo z jednej strony była reprezentowana przez Panią Dyrektor świadomość problemu jakim jest rodzaj i jakość pożywienia, szukanie przez Nią rozwiązań, idąca z serca  wartościowa inicjatywa, a z drugiej strony –  żywieniowe zagubienie większej części uczestników spotkania, czyli rodziców przedszkolaków.

Po premierze pierwszej książki pojawili się przedstawiciele branży produkującej opakowania PET (butelki) do napojów i wód mineralnych. Grozili nam i Wydawnictwu  sądem jeśli nie sprostujemy treści zamieszczonych w Kuchni polskiej bez pszenicy, a wskazujących na toksyczność ich opakowań. Tymczasem materiały z badań naukowych, do których dotarłam, i które posłużyły do zredagowania tych niewygodnych dla naszych oponentów treści, bezsprzecznie tą toksyczność potwierdzają.  Mogę rzec z satysfakcją, że teoria w postaci recenzji pracy naukowej obroniła nas doskonale, skutecznie oddalając niewczesne groźby.

Odezwała się też „adwokatka” znanej pani doktor, czyli pacjentka żądająca sprostowań dotyczących glutenu. Że odżywczy, że niezbędny, że naszymi działaniami odbieramy zdrowie czytelnikom… Do tej kwestii odniosłyśmy się oficjalnie, we Wstępie do Świąt bez pszenicy.

Po cóż wspominam o tych łyżkach dziegciu? Ponieważ zdarzają się. Ponieważ są warte przezornego wkalkulowania przez każdego, kto zmierza do wyznaczonego sobie celu. Zmiana stylu odżywiania to również ważny cel. Jeśli go podejmiecie to napotkanie osób o nieodpowiednio manifestowanych odmiennych poglądach, to tylko kwestia czasu. Wiem już z doświadczenia, że warto w każdym ważnym działaniu ćwiczyć się w dystansowaniu od wszelkich „jedynych autorytetów”, osób łaknących musztrowania innych czy uznających siebie za profesjonalistów… wszak mistrz siebie nie nazywa a jest 🙂 Nie pozwólmy innym gasić naszej radości i entuzjazmu w osiąganiu wybranego celu tylko dlatego, że nasz sposób działania i/lub poglądy są w jakimś stopniu lub całkiem odmienne. Kiedy na orbicie pojawiają się oceniacze czy „przywódcy” warto dalej, zwyczajnie, robić swoje – na swój rachunek 🙂

Tytułem zakończenia

Mam nadzieję, że każdy kto zapozna się z naszymi książkami uzna ich zawartość za propozycję – umotywowaną i merytorycznie uzasadnioną, stworzoną z entuzjazmem, ale wciąż propozycję. Że nie doszuka się w ich treści nachalności i jedynie słusznych racji a zauważy punkt widzenia, może zbieżny z własnym a może nie. I spokojnie zdecyduje, co dalej.

Dedykuję naszą trylogię wszystkim – nie tylko osobom z problemami zdrowotnymi i entuzjastom zdrowego żywienia ale i oponentom podejścia reprezentowanego w książkach. Bo przecież, w kwestii zdrowia i emocji 🙂 nigdy nie mów nigdy…

 

Podziękowania

Marcie Szloser dziękuję za całokształt współpracy przy tworzeniu serii książek: Kuchnia polska bez pszenicy,  Święta bez pszenicy,  Bez pszenicy na każda okazję. Warsztaty i spotkania z czytelnikami, wywiady prasowe i radiowe, udział w programie Pytanie na śniadanie, współpraca z magazynem E-stilo – to kolejne wydarzenia, które owocowały wartościowymi, wspólnymi doświadczeniami, za które również Ci dziękuję. Życzę sukcesów przy kolejnych publikacjach.

Wydawnictwu Bukowy Las dziękuję za współpracę z nami przy trzech książkach z serii o zdrowym żywieniu: Kuchni polskiej bez pszenicy, Świętach bez pszenicy oraz Bez pszenicy na każdą okazję. Przy Waszym udziale doświadczyłam, że cele pozostają w zasięgu możliwości! Dziękuję Pracownikom Wydawnictwa za profesjonalizm, życzliwe, ciepłe podejście do procesu twórczego. Specjalne podziękowanie składam Marcie Kitowskiej – za wspaniałą promocję pierwszej książki, za zorganizowanie nam, autorkom, udziału w programie TV Pytanie na śniadanie.

Dziękuję ogromnie i serdecznie wszystkim naszym Czytelnikom za okazywane serce, dobre słowa, zainteresowanie tematyką, konstruktywne rozmowy (również krytyczne) – i te bezpośrednie i te prowadzone drogą elektroniczną. Cieszę się niezmiernie, że podzielacie wiele z naszych poglądów, cieszę się, że tworzycie grupę konsumentów pokazującą innym, że zdrowe żywienie ma wielki sens. Szczególne podziękowania kieruję do uczestniczek warszawskich warsztatów zorganizowanych w ubiegłym roku w czasie Dni Alergii – za to, że trwałyście razem z nami i pomogłyście w osiągnięciu wspólnego celu mimo wielu organizacyjnych niedogodności.

Magazynowi E-stilo! w osobach Ewy i Krzysztofa Mencel dziękuję za objęcie patronatem naszych dwóch książek – Kuchnia bez pszenicy oraz Święta bez pszenicy jak również za przyjazną współpracę umożliwiającą mi redagowanie artykułów o tematyce zdrowego żywienia w dziale e-kuchnia E-stilo! oraz, okazjonalnie, redagowanie artykułów tematycznych. Dziękuję za każdorazowo umieszczaną obok artykułów promocję naszych książek.

Polskiemu Stowarzyszeniu Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej dziękuję za objęcie patronatem naszych dwóch książek – Święta bez pszenicy oraz Bez pszenicy na każdą okazję.

Dziękuję przyjaciołom i znajomym, którzy w trakcie prac nad każdą z książek okazali mi wiele serca, wsparcia i zainteresowania, będąc obok mnie jak dobre duchy 🙂 Szczególnie dziękuję Alicji Kubicy, Marlenie i Irkowi Byczkom, Eli Jeż, Halince Wilmie.

Dziękuję moim najbliższym: Mirkowi – mojemu mężowi, Sylwii i Joli – moim córkom, Darkowi i Klaudiuszowi – moim zięciom, oraz mojemu wnukowi Kamilowi – za serce, wsparcie, wiarę we mnie jak i za motywowanie do dalszej pracy autorskiej. Szczególne podziękowania mam dla mojej 6-letniej wnuczki Julki, bardzo dzielnej i pogodnej mimo przeżytych trudnych doświadczeń zdrowotnych – to za Twoją przyczyną Twoja Mama Sylwia obudziła w sobie rodzinny talent kulinarny i stała się dietetyczką i kucharką doskonałą (!) a kilka jej przepisów trafiło do już opublikowanych książek, których jestem współautorką.

 

*Kuchnia polska bez pszenicy, Marta Szloser, Wanda Gąsiorowska, Bukowy Las, 2014;
*Święta bez pszenicy, Marta Szloser, Wanda Gąsiorowska, Bukowy Las, 2015
* Bez pszenicy na każda okazję, Marta Szloser, Wanda Gąsiorowska, Bukowy Las, 2016
**Drugie Przedszkole Samorządowe im. Kubusia Puchatka nr 2 w Wejherowie, ul. Derdowskiego

*** Technika Uwalniania, David R. Hawkins, Wydawnictwo Virgo, 2015

Książka o emocjach, czyli w/w Technika Uwalniania, która trafiła do mnie jakiś czas wstecz okazała się niezwykle pomocna, między innymi w interpretacji strony emocjonalnej, której sama doświadczałam lub którą obserwowałam u innych osób w czasie pracy nad kolejnymi książkami. Polecam ją na literacki deser:) Wszystkim – i odżywiającym się zdrowo i niezdrowo:)